"Międzynarodowy aspekt" Marszu Niepodległości. Macierewicz o prowokacjach Antify

"Międzynarodowy aspekt" Marszu Niepodległości. Macierewicz o prowokacjach Antify

Dodano: 75
Antoni Macierewicz
Antoni Macierewicz / Źródło: PAP / Tytus Żmijewski
Zmotoryzowany Marsz Niepodległości dominował, ale wśród pieszych były prowokacje antify. Ja jechałem samochodem i koło ronda de Gaulle'a przybiegali do mnie ludzie krzyczący, że antifa ich atakuje. Nie widzę powodu, dlaczego miałbym w to nie wierzyć – mówił na antenie Polskiego Radia 24 były szef MON Antoni Macierewicz.

Polityk Prawa i Sprawiedliwości mówił o incydentach, do jakich doszło podczas tegorocznego Marsz Niepodległości. – Szczegóły całości wydarzeń, ich przebiegu, precyzyjny opis poszczególnych wypadków - to wszystko jest jeszcze przed nami. Na pewno wiele szczegółów jeszcze zostanie uzupełnionych – mówił Antoni Macierewicz.

Zdaniem byłego szefa MON, fundamentalny jest tu aspekt międzynarodowy, a więc - jak podkreślił - udział Antify w prowokacjach i doprowadzenie do tego, że duża część ludzi, którzy na zmotoryzowany marsz jechali samochodami, nie zostali wpuszczeni.

– Zmotoryzowany Marsz Niepodległości dominował, ale wśród pieszych były prowokacje Antify. Ja jechałem samochodem i koło ronda de Gaulle'a przybiegali do mnie ludzie krzyczący, że Antifa ich atakuje. Nie widzę powodu, dlaczego miałbym w to nie wierzyć – relacjonował polityk.

Macierewicz przypomniał, że podczas Marszu poszkodowany został fotoreporter "Tygodnika Solidarność" Tomasz Gutry. – To rzecz straszna. Ale problem polegał nie tylko na dziennikarzach. Strzelano po prostu do ludzi i nie tylko w tym jednym miejscu, przy Empiku. Te sprawy muszą być do końca wyjaśnione – oświadczył.

Czytaj też:
"Antifa była uprzywilejowana, patrioci gazowani i pałowani". Bąkiewicz kończy Marsz Niepodległości

Marsz Niepodległości 2020

W minioną środę ulicami stolicy po raz kolejny przeszedł Marsz Niepodległości. W tym roku ze względu na sytuację epidemiczną, organizatorzy wydarzenia zdecydowali się na inną niż dotychczas formułę demonstracji. Uczestnicy mieli przybyć na rondo Dmowskiego samochodami i motocyklami. Niestety, nie wszyscy dostosowali się do tej decyzji i wiele osób uczestniczyło w Marszu pieszo.

Chwilę po godz. 15 doszło do pierwszego incydentu. W stronę policjantów znajdujących się w pobliżu ronda de Gaulle'a poleciały race i świece dymne. W odpowiedzi funkcjonariusze użyli gazu. Następnie oddziały prewencji oddzieliły część uczestników. Nie była to jednak jedyna tego rodzaju. W czasie Marszu doszło m.in. do rozniecenia pożaru w jednym z mieszkań na trasie oraz postrzelenia fotoreportera "Tygodnika Solidarność".

Od razu po zakończeniu wydarzenia, organizatorzy oskarżyli policję o organizowanie prowokacji i agresywne zachowanie funkcjnariuszy. Wcześniej pojawiły się doniesienia o prowkacjach Antify.

Czytaj też:
"To już nie jest spór polityczny a nazistowska nagonka". Protest feministek pod domem Bąkiewicza
Czytaj też:
"Sadystko, idziemy po Ciebie!". Dalszy ciąg nagonki na prezes TK

Źródło: Polskie Radio 24
 75
Czytaj także