Francuski historyk: Zagraża nam trzeci totalitaryzm – terrorystyczny islamizm

Francuski historyk: Zagraża nam trzeci totalitaryzm – terrorystyczny islamizm

Dodano: 54
fot. zdjęcie ilustracyjne
fot. zdjęcie ilustracyjne / Źródło: PAP / JULIEN DE ROSA
W historii współczesnej Francja, jak zresztą Polska i inne narody chrześcijańskie, znalazły się na froncie tej walki w starciu z totalitaryzmem narodowosocjalistycznym, a potem komunistycznym. Dziś raczej nie ma wątpliwości, że zagraża nam trzeci totalitaryzm: terrorystyczny islamizm – mówi portalowi DoRzeczy.pl dr Jean Monneret, francuski historyk i pisarz.

Jest Pan historykiem, badaczem wojny algierskiej. Urodził się Pan w Algierii, jak wielu Francuzów. W przeszłości twierdził Pan, że wraz z pojawieniem się islamistycznego terroru na terytorium Francji, trzeba będzie się przygotować na sytuacje wojny domowej, jak miało to miejsce w Algierii w latach 1956-1962. Wówczas mieliśmy stałe ataki przeciw cywilom ze strony niewidzialnego wroga, państwo zaangażowane w długą, ale skrytą wojnę, wymagającą wielu środków. Pańskie przewidywania zdają się urzeczywistniać, choć zachodzą inne okoliczności. W czasach wojny algierskiej terroryzm antyfrancuski miał przede wszystkim oblicze komunistyczne, a muzułmanie wybierali masowo stronę Francji. W jaki sposób rozwinął się islamistyczny terroryzm, który uderza obecnie Francję i czy jest on związany z separatyzmem, napiętnowanym ostatnio przez prezydenta Emmanuela Macrona?

Jean Monneret: Antyfrancuski terroryzm w czasie wojny algierskiej był zapowiedzią tego, co dzieje się dziś na francuskiej ziemi. Część algierskich przywódców niepodległościowych było marksistami, ale inną część stanowili islamiści. Po zakończeniu konfliktu w 1962 r. ci ostatni stali się odpowiedzialni za wyznaczanie politycznej orientacji Algierii. Islamizm, czyli muzułmański fanatyzm religijny, ma długą historię w Algierii. Już od lat 30. miał on wyraźny wpływ na tamtejszy ruch narodowy. Jednakże podczas wojny algierskiej zaradność francuskich wojskowych i polityków pozwoliła przekonać do francuskiej sprawy znaczną część muzułmańskiej populacji. Przy czym nie doprowadziło to do ostatecznego zwycięstwa, gdyż prezydent De Gaulle po prostu porzucił tę sprawę.

Dziś we Francji zachodzi analogiczny problem. Napędzany napływem migracyjnym, przede wszystkim z Afryki Północnej, a także brakiem środków rzeczywistej kontroli, polityczny i religijny islamizm stał się siłą w naszym kraju. Operuje za pomocą terroryzmu, tj. ślepych zamachów, uderzających przypadkowe osoby po to, aby stworzyć zamieszanie i chaos. Francuska klasa polityczna wykazała jaskrawą niekompetencję, a wręcz skandaliczne rozluźnienie, gdy idzie o kwestię imigracji. Dziś płacimy tego konsekwencje, albowiem na naszej ziemi prowadzona jest prawdziwa wojna.

Poziom zagrożenia? Jest bardziej niż czerwony; nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Między Awinionem a Wybrzeżem Lazurowym zachodzi koncentracja radykalnych islamistów, którzy chcą starcia” – Le Figaro cytował wczoraj pewnego prefekta, specjalistę od terroryzmu, bliskiego współpracownika ministra sprawa wewnętrznych Géralda Darmanina. Czy obecna sytuacja jest więc wojną domowo-religijną, której nie nazywa się po imieniu?

Jest to wojna domowo-kulturowa, której nie nazywa się po imieniu od strony francuskiej, ale znany francuski filozof i teolog Remi Brague oznajmił dzisiaj w jednym z wywiadów, że Francja jest na celowniku jako kraj chrześcijański. Z kolei ze strony islamistycznego wroga religijny charakter konfliktu jest jak najbardziej wyrażony. Ludzie ci afirmują się jako muzułmanie, odwołują się do Koranu i wykorzystują bez wahania właściwe dla islamu sformułowania.

Jak wyjść z obecnego kryzysu terrorystycznego i separatystycznego rozłamu, aby przywrócić Francuzom bezpieczeństwo i spokój? Czy upór w pokazywaniu dzieciom w szkołach obscenicznych karykatur Mahometa jako przykładu swobody wypowiedzi przyczyni się do przywrócenia jedności społecznej? Czy lekcje języka arabskiego w szkołach w ramach zapowiedzianych przez Emmanuela Macrona działań okażą się korzystne dla sprawy?

Wyjście z obecnego kryzysu zakłada prowadzanie bezlitosnej walki przeciw temu zżerającemu nas rakowi. Jednocześnie francuska klasa polityczna wykazała dotychczas przede wszystkim swoją niezdolność zrozumienia tego, czym jest islamizm. Lewica jak i prawica okazały się niezdolne do regulowania napływu migracyjnego, a nawet go częściowo wspierały, równolegle zniechęcając tych, którzy sprzeciwiali się ich szalonej polityce.

W naszym kraju odwoływanie się do wolności słowa zyskuje ogólną aprobatę i przyczynia się do zjednoczenia kraju w walce przeciw barbarzyńcom. Jednak sprowadzanie tej swobody do wolności bluźnienia jest problematyczne, i zachodzi pytanie, kto będzie chciał się pod tym podpisać. Kwestia ta wzbudziła falę potępienia i nienawiści w całym świecie muzułmańskim, czego nie spodziewali się nasi przywódcy. Wydaje się, że za każdym razem są oni zaskoczeni gdy dostrzegają, że muzułmanie są muzułmanami i że reagują jak muzułmanie.

Dlatego też organizowanie lekcji języka arabskiego w szkołach zdaje się, co najmniej rzeczą niestosowną. Język arabski może być opcją, jak niemiecki, hiszpański, włoski, rosyjski czy chiński. Ale problem jest następujący: jest mało odpowiednich nauczycieli i choć zazwyczaj jest mały popyt na języki obce, w przypadku języka arabskiego jest inaczej: zainteresowanych nauką może być bardzo dużo, albowiem we Francji żyją miliony muzułmanów. A skoro jest mało odpowiednich nauczycieli tego języka, trzeba będzie zwrócić się do ludzi nieprzygotowanych, często obcokrajowców, którzy nie rzadko mogą okazać się islamistycznymi działaczami – czego z kolei komentować już nie trzeba.

Po ostatnim zamachu w Nicei, w ramach operacji nadzoru antyterrorystycznego w miejscach publicznych zwanej „Sentinelle” (Strażnik) rząd podniósł liczbę wojskowych z 3 tys. do 7 tys. osób. Dla przykładu skali, Kościół katolicki we Francji twierdzi, że obawia się o swe 45 tys. kościołów w kraju. Czy myśli Pan, że strategia, środki i rozwiązania wdrażane przez państwo, zarówno w terenie, jak i na poziomie wywiadowczym są proporcjonalne do problemu? Czy nastąpi np. zahamowanie zjawiska masowej imigracji do Francji skoro jest ona współprzyczyną problemu?

Ogłoszone ostatnio przez rząd środki są, teoretycznie, dostosowane do problemu. Nasza policja i służby wywiadowcze są kompetentne. Niestety od dziesięcioleci społeczeństwo francuskie ewoluuje jakby cały świat zmierzał do wiecznego pokoju, i jakby cały świat zajmował się jedynie zaspokajaniem pragnienia komfortu, potrzeb mniejszości i planowaniem przyszłych wakacji. Z tego trendu wzięło się prawodawstwo naznaczone całkowicie manią krępowania politycznej władzy i sprowadzania najwyższych instancji sprawiedliwości do obsesyjnego czuwania nad prawami człowieka. Wynik jest taki, że sankcjonowanie karne działań wywrotowych, w tym tych o naturze terrorystycznej, jest znacznie utrudnione. Jest to kluczowy problem, podobnie jak kwestia zatrzymania masowej imigracji muzułmańskiej do Francji, bez czego Francja, jaką znamy, stanie się wkrótce tylko wyrażaniem geograficznym.

Jakiej przyszłości spodziewać się dla Francji w najbliższych latach?

Rząd francuski raz po raz głosi, że trzeba wzmocnić świeckość rozumianą jako rozdzielenie polityki od religii. Jednakże nie jest to odzwierciedlenie historii ludzkości, która wskazuje na coś innego. Jest to historia walki dobra ze złem. Walka należy do samego sedna chrześcijaństwa, które z kolei jest źródłem naszej cywilizacji. W historii współczesnej Francja, jak zresztą Polska i inne narody chrześcijańskie, znalazły się na froncie tej walki w starciu z totalitaryzmem narodowosocjalistycznym, a potem komunistycznym. Dziś raczej nie ma wątpliwości, że zagraża nam trzeci totalitaryzm: terrorystyczny islamizm. Przeznaczeniem naszego kraju jest z pewnością stawić mu czoła i zwyciężyć go.

Czytaj też:
Francja: "Kraj, który stracił głowę!"

Rozmawiał: Wojciech Golonka
Źródło: DoRzeczy.pl
 54
Czytaj także